Adrian Pluta przez 15 lat był zawodnikiem Rakowa Częstochowa. W klubie, którego jest wychowankiem, zadebiutował w wieku 16 lat, tym samym rozpoczynając swoją długą i bogatą w sukcesy karierę. Dziś jest on trenerem Zalchem Znicza Kłobuck i jak sam przyznaje, praca w roli szkoleniowca sprawia mu dużo satysfakcji.
Adrian, zanim o karierze trenerskiej, cofnijmy się, proszę do czasów, kiedy, jeśli się nie mylę, zaczynałeś pod okiem trenera Olbińskiego w UKS Olimpijczyk?
Tak, wszystko zaczęło się w UKS Olimpijczyk u trenera Olbińskiego. Z perspektywy czasu widzę, jak ogromne znaczenie miał ten etap. To nie był tylko klub, ale środowisko, w którym uczyło się podstaw piłki nożnej w bardzo szerokim znaczeniu, nie tylko techniki, rywalizacji, ale też odpowiedzialności i regularności. Dziś, kiedy sam jestem trenerem, często wracam myślami do tamtych treningów, do prostoty i pracy u podstaw. To był moment, w którym piłka przestała być tylko zabawą, a zaczęła być czymś więcej.
Warto też podkreślić wpływ Jacka Magiery, który wtedy był czynnym piłkarzem i naturalnym autorytetem dla młodszych zawodników, a jednocześnie pomagał w tworzeniu UKS Olimpijczyk. To również miało duże znaczenie dla mojego piłkarskiego myślenia.
W Rakowie Częstochowa pojawiłeś się w 2003 roku, debiut w ligowym składzie w wieku zaledwie 16 lat! Jak wspominasz cały okres gry w czerwono-niebieskich barwach?
Debiut w wieku 16 lat to z jednej strony ogromny impuls motywacyjny, a z drugiej bardzo szybka lekcja pokory. Wchodzisz do seniorskiej szatni jako młody chłopak i od razu uczysz się, że sam talent nie wystarczy.
To był bardzo intensywny czas rozwoju piłkarskiego, ale też mentalnego. Raków był wtedy miejscem, w którym naprawdę czuło się ciężar herbu i odpowiedzialność za klub, który się reprezentuje.
W sieci znalazłem artykuł, który wisi na stronie rakow.com.pl, w którym kibice martwią się, że klub nie przedłużył z tobą umowy i tym samym liczba „Rakowiaków” w składzie się kurczy. Jak jest dziś, wiemy obaj bardzo dobrze. Tęsknisz czasami za tym okresem, kiedy można było identyfikować się ze składem, z drużyną? Z drugiej strony największe sukcesy Raków świętuje właśnie w obecnych czasach…
Spędziłem w Rakowie około 15 lat, przechodząc przez etapy od drużyn młodzieżowych, przez seniorską piłkę, po momenty trudniejsze i przełomowe. Ten artykuł dobrze oddawał nastroje tamtego okresu. Identyfikacja z drużyną była wtedy czymś bardzo namacalnym. Zawodnicy byli „stąd”, kibice znali ich często prywatnie, a więź z klubem budowała się latami. Sam byłem częścią tego środowiska i doskonale rozumiem te emocje.
Z drugiej strony trzeba uczciwie powiedzieć, że czasy się zmieniły. Piłka stała się bardziej zadaniowa, bardziej profesjonalna. Dziś liczą się decyzje, wyniki i rozwój, a w piłce na wysokim poziomie coraz rzadziej jest miejsce na sentymenty, bo liczy się „tu i teraz”.
Warta Działoszyn widnieje jako ostatni klub, w którym grałeś. Co sprawiło, że postanowiłeś z zawodnika, zostać trenerem?
To była decyzja, która dojrzewała we mnie przez dłuższy czas. Coraz częściej łapałem się na tym, że bardziej interesuje mnie funkcjonowanie zespołu, organizacja gry i to, co dzieje się wokół boiska, niż moja własna forma.
Kończąc grę w wieku 35 lat, mam ogromną satysfakcję, że mogłem cieszyć się piłką praktycznie do samego końca, mimo poważnych kontuzji. Te trudne momenty nauczyły mnie cierpliwości, pokory i spojrzenia na futbol z innej perspektywy.
Obecnie związany jesteś ze Zniczem Kłobuck. Zanim o tej drużynie, nie sposób nie zapytać o Raków. Nie było szans, chęci czy to wszystko jeszcze przed Tobą, aby jako szkoleniowiec rozwijać się właśnie w Rakowie?
Były momenty, w których pojawiały się rozmowy i sygnały, ale nigdy nie przerodziło się to w coś konkretnego. Na pewnym etapie zabrakło jasnych decyzji.
Nie rozpamiętuję jednak „co by było, gdyby”. Piłka nauczyła mnie patrzeć do przodu. Skupiam się na tym, co mam dziś, a reszta, jeśli ma się wydarzyć, wydarzy się naturalnie.
Znicz Kłobuck, którego jesteś trenerem, świetnie zaczął tegorocznych sezon w IV lidze, grał bardzo fajną piłkę i niestety musiał ze względu na sprawy organizacyjne wycofać się z rozgrywek. Przeżyłeś mocno tę sytuację?
To mój piąty rok pracy w Zniczu i wcześniejsze cztery lata mocno mnie na takie sytuacje przygotowały. Nauczyły mnie koncentracji na tym, co najbliższe, czyli na kolejnym treningu i następnym meczu.
Dużym wyzwaniem było przekazanie zawodnikom sytuacji klubu oraz utrzymanie ich koncentracji na codziennej pracy, mimo świadomości, że projekt nie będzie kontynuowany. Tym bardziej że udało nam się stworzyć wartościową drużynę, opartą na jasnych zasadach i dużym potencjale. Jestem przekonany, że wielu z tych zawodników ma przed sobą grę na poziomie centralnym.
Mimo degradacji zostałeś w Zniczu i nadal piastować będziesz tam funkcje trenera. Powiedź coś więcej o planach na dalsze funkcjonowanie zespołu.
Po decyzji i odejściu śp. Andrzeja Zalskiego wszyscy mieliśmy świadomość, że klub czeka trudny moment. Jednocześnie pojawił się konkretny plan na odbudowę i uporządkowanie spraw organizacyjnych.
Skupiamy się na stabilizacji, rozwoju młodych zawodników i stopniowej odbudowie zespołu. Chcemy grać ambitnie i krok po kroku wracać na wyższy poziom.
Na koniec powiedz, proszę, jakie masz plany na najbliższe lata? Czy piłka nożna nadal będzie grać u Ciebie „pierwsze skrzypce”?
Piłka nożna nadal jest i będzie w centrum mojego życia zawodowego. Podchodzę do niej jednak dużo bardziej świadomie niż kiedyś. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby codzienna praca miała sens, aby każdy trening, mecz i każda decyzja były krokiem do przodu, nawet jeśli efekty nie zawsze widać od razu.


2 komentarze
Dzięki za ten wywiad! Pozdrowienia i powodzenia dla Adriana w dalszej pracy.
Pingback: Znicz Kłobuck z nowym prezesem - pilka.czest.pl – piłka nożna w Częstochowie i regionie częstochowskim