Marcin Kowalski to kolejny – znany w częstochowskim środowisku piłkarskim – zawodnik, który zgodził się udzielić wywiadu dla pilka.czest.pl.
Marcin Kowalski – początki
Pozwól, że zacznę trochę niestandardowo. Zanim o tym, co było, chciałbym zapytać o to, co jest obecnie. Na jakim etapie jest dziś twoja kariera?
Marcin Kowalski: Obecnie zaczynam nowy etap w Pilicy Koniecpol, gdzie już nie mogę doczekać się meczów o stawkę, bo zawodnicy zawsze na to czekają. Tym bardziej gdzie przerwa zimowa powoduje dłuższą pauzę od meczów ligowych. A z innej strony moja przygoda z piłką, jest coraz bliższa zakończeniu. Na ten moment zdrowie dopisuje, sprawia mi to ciągle radość, więc odraczam z każdym rokiem tę decyzję (śmiech dop.red.).
Początki przygody z piłką nożną to gra dla KS Częstochowa — obecnie Stradom Częstochowa. Ponad 15 lat jesteś już aktywnym graczem, można zatem napisać, że spełniasz się w roli piłkarza?
Pierwsze kroki stawiałem w UKS Olimpijczyk Częstochowa, później z braku starszego rocznika przeszedłem do KS Włodar Częstochowa, gdzie później wprowadzony zostałem do gry seniorskiej. Tak jak wspominasz, minęło już ponad 15 lat grania. Czy spełniam się w tym?
Uwielbiam klimat szatni. To specyficzne miejsce, gdzie spotyka się różnorodność charakterów. Jest „szyderka”, wiele przyjaźni zawiązanych, mnóstwo historii w nich powstaje, które zapamięta się na całe życie. Za tym na pewno w przyszłości będę tęsknił. Tak samo, że jest w tej grze tyle emocji, a przede wszystkim sprawia mi to dużą frajdę. Mecz jest dla mnie momentem, gdzie odpoczywam psychicznie, bez względu czy są jakieś problemy w danym momencie w życiu, jestem skupiony w tym czasie i reszta schodzi na boczny tor.
Stateczność
Jak zerkam na spis klubów, w których grałeś, to widzę bardzo dużą stateczność. KS Częstochowa, Skra Częstochowa, Polonia Poraj oraz Myszków. Prawie w każdym z wymienionych ośrodków spędziłeś 4 sezony. Nie lubisz zmian?
Zgadza się, jestem osobą, która przywiązuje się do ludzi i miejsc, nie przepadam za ciągłymi zmianami. W każdym z tych klubów mam bardzo dobre wspomnienia i kształtowały mnie jako zawodnika.
Nie zapomniałem rzecz jasna o Victorii Częstochowa. Po 4.5 latach postanowiłeś zmienić otoczenie. Nawet po twoim odejściu, na profilu Victorii pojawiły się dla Ciebie życzenia urodzinowe. To miłe i jest chyba dowodem na to, że byłeś tam ważną postacią?
To na pewno miłe, myślę, że to były udane lata współpracy, rozstajemy się w bardzo dobrych relacjach, z fajnymi wspomnieniami i zrobiliśmy w tym czasie wspólnie dobrą robotę. Jestem zawodnikiem, dla którego zawsze liczy się najpierw drużyna, więc miło zawsze poczuć, że doceniono również mój wkład w tym czasie.
Przenosiny do MLKS Pilicy Koniecpol
Skąd pomysł na zmianę pracodawcy i powrót po wielu sezonach do MLKS Pilicy Koniecpol?
Złożyło się na to kilka rzeczy, w głównej mierze sprawy osobiste i zawodowe, również po takim czasie zmiana powoduje jednak zastrzyk energii i nowe bodźce. Klub nie jest mi również obcy, miałem dobre wspomnienia, znam też sporo osób tam, co po rozmowach z nimi zachęciło dołączyć do tego projektu. Również aspekt zejścia o poziom niżej, gdyż obecna 4 liga wymaga jednak dużo większego nakładu czasowego w każdym aspekcie.
Jakie masz plany na kolejne lata? Jak długo planujesz uprawiać piłkę nożną?
Nie wybiegam planami mocno co do lat gry czy gdzie będę grał. Raczej głównym argumentem będzie, jak fizycznie będę wyglądał, czy zdrowie pozwoli i dalej będzie to sprawiać radość. Myślę, że będą zapadać decyzje po każdej rundzie co dalej.
Na koniec masz może ochotę powiedzieć coś do kibiców Victorii Częstochowa? Twoje odejście z klubu wyraźnie zasmuciło fanów biało-zielonych.
Na pewno bardzo podziękować za te lata, za wsparcie, za obecność na meczach, to była fajna przygoda oraz do zobaczenia na trybunach.


