Jakub Matyl o zdobyciu tytułu króla strzelców, ofertach z wyższych lig i planach na piłkarską przyszłość.
Jakubie, mimo młodego wieku masz już za sobą sporo piłkarskich doświadczeń. Zaczynałeś w Woźnikach, później był epizod w drugiej drużynie Rakowa, sezon spędzony w Miedarach, a przez większość swojej seniorskiej kariery reprezentujesz barwy klubu z Babienic. Jak z perspektywy czasu oceniasz swoją dotychczasową drogę piłkarską?
Jakub Matyl. Początki
Jakub Matyl. Od najmłodszych lat marzyłem o tym, żeby zostać zawodowym piłkarzem. Swoją przygodę z piłką zaczynałem w Woźnikach, a później trafiłem do grup młodzieżowych Rakowa Częstochowa. Niestety w tamtym okresie doznałem kontuzji, która na dłuższy czas wykluczyła mnie z gry i sprawiła, że moje plany związane z poważniejszym graniem w piłkę musiały zostać odłożone.
Po rocznej przerwie wróciłem do gry i związałem się z klubem z Babienic, gdzie spędziłem praktycznie całą swoją seniorską karierę. Wyjątkiem był sezon w Miedarach, który wspominam bardzo dobrze. Udało nam się wywalczyć awans do IV ligi i uważam to za moje największe osiągnięcie drużynowe.
Czy jestem zadowolony z dotychczasowej kariery? Oczywiście, że zawsze chciałoby się osiągnąć więcej i zagrać na szczeblu centralnym. Z drugiej strony nie mam powodów do narzekania. Piłka dała mi możliwość poznania wielu wartościowych ludzi, z którymi do dziś utrzymuję kontakt. To jest dla mnie równie cenne jak sportowe sukcesy.
Król strzelców
W tegorocznych rozgrywkach częstochowskiej klasy okręgowej sięgnąłeś po tytuł króla strzelców. Co oznacza dla Ciebie to indywidualne wyróżnienie?
Zdobycie tytułu króla strzelców ligi okręgowej to dla mnie coś wyjątkowego. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że mimo tego indywidualnego sukcesu nasza drużyna spadła z ligi. Można powiedzieć, że przypomina to historię Bobčka z Lechii – jest w tym pewien paradoks.
Niektórzy powiedzą, że to „tylko” liga okręgowa, ale dla mnie zdobycie korony króla strzelców to ogromne osiągnięcie. Jestem z tego bardzo szczęśliwy i dumny. To jednak nie jest wyłącznie moja zasługa – chciałbym podziękować całej drużynie, bo bez kolegów z boiska nie byłoby tego wyróżnienia.
Ten sukces smakuje jeszcze lepiej, ponieważ od listopada zmagam się z kontuzją Achillesa. Z powodu urazu nie przepracowałem zimowego okresu przygotowawczego. Biorąc pod uwagę wszystkie przeciwności, z jakimi musiałem się zmierzyć, ten tytuł ma dla mnie naprawdę wyjątkową wartość i daje mi ogromną satysfakcję.
Propozycje z innych kubów
Czy zdobycie korony króla strzelców sprawiło, że odezwały się do Ciebie kluby z wyższych lig?
Tak, po zakończeniu sezonu odezwało się do mnie kilka klubów z wyższych lig. Na ten moment najwyższą propozycję otrzymałem z IV ligi. To na pewno miłe uczucie i sygnał, że moja gra została zauważona. Cieszę się z tego zainteresowania, ale spokojnie analizuję wszystkie możliwości i chcę podjąć jak najlepszą decyzję.
Jakie masz plany na najbliższe lata – zarówno te sportowe, jak i pozasportowe?
Trudno cokolwiek zaplanować w stu procentach, bo sport i życie często piszą własne scenariusze. Na pewno chcę nadal grać w piłkę i rozwijać się jako zawodnik. To, gdzie będę występował w najbliższych latach, pokaże czas.
Poza grą rozwijam się również jako trener grup młodzieżowych i chciałbym to kontynuować. Przede mną także ostatni rok studiów na AWF w Katowicach, więc zapowiada się ciekawy okres.
Jak dziś traktujesz piłkę nożną? Chciałbyś, aby w przyszłości stała się Twoim głównym zajęciem i źródłem utrzymania, czy postrzegasz ją przede wszystkim jako pasję, która może być również dodatkowym źródłem dochodu?
Na tym etapie trudno myśleć o tym, żeby piłka nożna była moim jedynym źródłem utrzymania. Dla mnie przede wszystkim jest to pasja, która daje mi ogromną radość i satysfakcję. Podobnie jest z pracą trenera grup młodzieżowych – również bardzo to lubię.
Oczywiście, jak już wcześniej wspominałem, nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Dlatego staram się po prostu robić swoje, rozwijać się i korzystać z każdej szansy, jaka się pojawi.
Dziękuję bardzo za możliwość udzielenia wywiadu.
Pozdrawiam, Jakub Matyl

