Jakub Kosin rundę wiosenną rozpoczął w Skrze Częstochowa. Do III ligi przeniósł się jednak ze Znicza Kłobuck, który występował w IV lidze śląskiej. Te dwa kluby to jednak nie wszystko, bowiem bohater dzisiejszego wywiadu mimo młodego wieku, ma już bogatą i ciekawą historię.
Jakub Kosin – początki kariery
Jakub, dziękuję, że zgodziłeś się na rozmowę. Gdy patrzy się na Twoje początki, obok Ajaksu na pierwszy plan wysuwa się Raków Częstochowa. Grałeś tam w latach 2015–2021. Jak wspominasz ten okres?
Jakub Kosin: – Tak, zaczynałem w Ajaksie i z tego miejsca chciałbym serdecznie pozdrowić trenera Pawła Puchałę! Okres w Rakowie wspominam bardzo dobrze. Dużo się nauczyłem nie tylko jako zawodnik, ale również jako człowiek. Z wieloma chłopakami, których poznałem w Rakowie, mamy bardzo dobry kontakt do dziś. Dlatego poza piłką ważne są relacje z ludźmi, ale też edukacja.
Przychodząc do Rakowa, trafiłem do trenera Roberta Brzezińskiego, który poza aspektami sportowymi bardzo zwracał uwagę na to, abyśmy byli dobrze wychowani, uprzejmi i potrafili trzymać się zasad. Myślę, że każdemu wyszło to na dobre.
W 2. klasie gimnazjum prowadził mnie trener Tomasz Sobczak, który później był również moim trenerem w Victorii Częstochowa. Następnie, już w liceum, dostałem szansę gry w II drużynie Rakowa w IV lidze u trenera Kuźmy.
Z Rakowa trafiłeś na rundę wiosenną do Znicza Kłobuck. Dlaczego odszedłeś z Rakowa i czemu przygoda w Kłobucku trwała tylko pół roku?
Jakub Kosin: – W Kłobucku spędziłem rundę wiosenną w sezonie 2020/21. Rezerwy Rakowa chciały awansować i się wzmocnić, więc ściągnęły doświadczonych zawodników właśnie na moją pozycję. Dostałem informację, że mam być przeniesiony z powrotem do juniorów, do swojego rocznika, aby pomóc wywalczyć awans do CLJ. Jednak grając już dwa lata w seniorskiej piłce, nie chciałem zrobić takiego kroku. Po rozmowach z dyrektorem Śledziem podjąłem decyzję o półrocznym wypożyczeniu do Kłobucka.
Krótki epizod miałeś również w Victorii Częstochowa. Skąd u Ciebie takie zmiany i krótkie przygody w klubach?
Jakub Kosin: – Nie wiem, czy można to nazwać krótką przygodą, bo w Victorii spędziłem pełne dwa sezony. Po powrocie z wypożyczenia miałem wrócić do Rakowa. Jednak tak się nie stało i po namowie trenera Łukasza Tomczyka zdecydowałem się dołączyć do Victorii Częstochowa.
Niestety nie było nam dane zbyt długo ze sobą popracować w tym okresie, ponieważ trener podczas rundy otrzymał ofertę bycia asystentem w pierwszoligowej Resovii Rzeszów. Wiedziałem, że prowadzenie drużyny jako pierwszy trener na poziomie centralnym u trenera Tomczyka to nie kwestia „czy”, tylko „kiedy i gdzie”. Teraz każdy wie, w jakim miejscu jest aktualnie. Wiem, ile pracy wkłada w drużynę, trzymam kciuki i życzę mu jak najlepszych wyników.
W Victorii trenera Łukasza zastąpił wspomniany przeze mnie wcześniej trener Sobczak, z którym awansowaliśmy do IV ligi. W IV lidze zaczęliśmy dobrze, ja również, bo po 5 kolejkach miałem na koncie 5 bramek.
Później, po kolejnych zmianach w sztabie szkoleniowym, nie dostawałem już szans na grę. Czasem w ogóle nie pojawiałem się na boisku, co wcześniej mi się nie przydarzało. W tamtym okresie moje chęci do gry i treningów bardzo spadły i po prostu czułem, że muszę zmienić środowisko.
Od 2023 roku zadomowiłeś się już w Kłobucku. Z sukcesami występowałeś w tej drużynie w IV lidze – jako beniaminek, pod wodzą Adriana Pluty, zostawiliście po sobie bardzo dobre wrażenie. Niestety to już przeszłość, bo Znicz wycofał się z ligi. Jak przyjąłeś tę decyzję?
Tak, w 2023 roku trener Adrian Pluta zadzwonił do mnie, że chciałby mnie u siebie w drużynie. Z częścią chłopaków już się znałem, więc zmiana otoczenia i wejście do szatni było prostsze niż za pierwszym razem.
Trener Adrian we mnie uwierzył i dał mi bardzo duży kredyt zaufania. Dzięki niemu znowu poczułem radość z gry, a ja w zamian odpłaciłem się bramkami i asystami. Z chłopakami w Kłobucku stworzyliśmy naprawdę fajną ekipę, a awans do IV ligi po barażach dostarczył ogromnych emocji i wiele radości.
Wycofanie drużyny mnie zabolało, ponieważ gra oraz spędzanie czasu z tą drużyną to była czysta przyjemność. Chyba jednak tak miało być i dzięki temu już teraz mogłem zrobić krok do przodu.
Dziś jesteś zawodnikiem Skry Częstochowa, która występuje na poziomie III ligi. Po rozwiązaniu umowy z Kłobuckiem miałeś jeszcze inne propozycje? Czy Skra była pierwszą i jednocześnie najlepszą opcją dla Ciebie pod względem rozwoju?
Tak, po rozwiązaniu umowy z Kłobuckiem miałem sporo propozycji. Przy wyborze drużyny chciałem mieć jak najlepsze warunki do rozwoju i to właśnie moim zdaniem Skra mogła je zapewnić. Wiedziałem, że drużyna, jak i sztab szkoleniowy, podchodzą do tematu bardzo profesjonalnie, stąd taka decyzja. Na pewno duży wpływ na ten ruch miał trener Artur Lenartowski, z którym byłem w kontakcie praktycznie od momentu informacji o wycofaniu się drużyny z Kłobucka.
Niemal z marszu wywalczyłeś sobie miejsce w pierwszym składzie Skry. Zaskoczyło Cię to? W teorii przychodziłeś przecież jako zawodnik z niższej ligi.
Na inaugurację rundy wiosennej w meczu z Wartą Gorzów nie wyszedłem w pierwszym składzie, dopiero w kolejnym meczu dostałem szansę gry od początku. Jestem jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w drużynie, ale nie mogę i nawet nie chcę powiedzieć, że wywalczyłem sobie „z marszu” miejsce w pierwszym składzie, bo rywalizacja jest duża, a ja nie pokazałem jeszcze pełni swoich umiejętności. Mam jednak nadzieję, że tych szans od pierwszej minuty od trenera Klaczy będę dostawał jak najwięcej i wniosę dużo pozytywnego do gry zespołu.
Jesteś wciąż młodym piłkarzem, a mimo to często spotykają Cię zawirowania, na które nie masz wpływu. Jeszcze kilka dni temu nie było pewne, czy Skra w ogóle zagra w rundzie wiosennej. Jak takie sytuacje wpływają na Ciebie jako zawodnika?
Już przeżyłem trochę takich, powiedzmy, dziwnych sytuacji, więc ciężko mnie zaskoczyć w takich kwestiach. Tak, kilka dni temu nie wiedzieliśmy, czy drużyna będzie dalej funkcjonować. Drużyna świetnie zareagowała i mimo ciężkiego tygodnia oraz trudnych decyzji w sobotę pokazaliśmy wartość tej drużyny. Zdobyliśmy trzy punkty przy Loretańskiej i daliśmy świetne widowisko dla kibiców.
Na koniec powiedz proszę o swoich planach. Jak duży potencjał do rozwoju jeszcze w sobie widzisz i jak daleko sięgają Twoje ambicje jako piłkarza?
Nie chcę wybiegać w przód, bo skupiam się na jak najlepszym przepracowaniu tego okresu. Kiedyś, jeszcze w II drużynie Rakowa, mieliśmy fajne powiedzenie: „Samuraj nie ma celu, tylko drogę”. Wiadomo jednak, że chciałbym dostać się na poziom centralny, bo wiem, ile pracy i serca wkładam w to, co robię, i mam nadzieję, że szybko tam trafię.

