Szanowni Państwo, w wigilię Bożego Narodzenia mam dla Was prezent pod choinkę. Wywiad z Karolem Sieńskim, trenerem Kuźni Ustroń. Zapraszam do czytania.
Panie trenerze, zanim o Kuźni, to chciałbym ten wywiad zacząć od Pana i poprosić o powiedzenie kilku zdań o sobie. Ma Pan dopiero 33 lata, a już bogate doświadczenie w pracy trenerskiej i pasję do treningu siłowego i dietetyki, które, jak mniemam, stara się Pan łączyć z piłką nożną?
Rzeczywiście, mam 33 lata, ale piłka nożna towarzyszy mi praktycznie całe życie. Od wielu lat intensywnie rozwijam się w kierunku pracy trenerskiej. Uważam, że we współczesnym futbolu nie da się tych obszarów rozdzielać – zawodnik musi być przygotowany kompleksowo.
W 2024 rozpoczął Pan pracę jako pierwszy trener w Kuźni Ustroń. W minionym sezonie drużyna z 49 punktami zajęła 12. miejsce, dziś, po rundzie jesiennej, Pana podopieczni plasują się na 10. miejscu i mają wywalczone 23 punkty. Czego brakuje, żeby Ustroń zaczął plasować się w czołówce IV ligi?
Na pewno brakuje nam jeszcze regularności. W IV lidze każdy mecz jest inny, a detale często decydują o wyniku. Z perspektywy minionej rundy, żeby realnie myśleć o czołówce potrzebujemy lepszego wykorzystywania sytuacji, które stwarzamy. Potencjał w drużynie jest, ale to proces, a nie coś, co dzieje się z dnia na dzień.
Jak w ogóle wygląda praca w takim klubie jak Kuźnia Ustroń? Kiedy piszę to pytanie, to jednym okiem zerkam na tekst, a drugim na Wasz stadion, położony w malowniczej scenerii, w sąsiedztwie gór. Czy w tak niewielkiej miejscowości, jaką jest Ustroń, jest w ogóle szansa i zapotrzebowanie na coś więcej, niż IV liga?
Praca w Kuźni Ustroń ma swój unikalny klimat. To klub z tradycjami, osadzony w pięknym miejscu, co niewątpliwie robi wrażenie. Z drugiej strony, w mniejszym mieście skala możliwości organizacyjnych i finansowych jest inna niż w dużych ośrodkach. Czy jest zapotrzebowanie na coś więcej niż IV liga? Myślę, że tak, ale pod warunkiem spokojnego, mądrego rozwoju. Najważniejsze, że klub jest stabilny, dobrze zorganizowany i atrakcyjny sportowo.
Jestem trenerem, który żyje tym, co dzieje się na boisku. Prawda, czy fałsz? Nie przypadkowo zadałem to pytanie, bo miałem przyjemność podczas meczu Pana drużyny z Rakowem Częstochowa II, na boisku Skry Częstochowa, obserwować Pana pracę kilka metrów od ławki trenerskiej. Pana głos po 5 minutach był, mówiąc obrazowo, na wykończeniu.
Prawda. Zdecydowanie prawda. Jestem trenerem emocjonalnym, żyję meczem i reaguję na to, co dzieje się na boisku. Staram się pomagać zawodnikom na bieżąco, korygować ustawienie, tempo gry czy decyzje. Zdaję sobie sprawę, że czasem kosztuje mnie to sporo głosu, ale uważam, że obecność i zaangażowanie trenera w trakcie meczu są bardzo ważne.
Ten sezon w liczbach wygląda na dziś tak: 6 zwycięstw, 6 porażek, 5 remisów. Można z tych liczb, na koniec rozmowy, wyciągnąć jakiś konkretny wniosek?
Te liczby pokazują jedno – jesteśmy zespołem „środka tabeli”. Potrafimy wygrać, ale zdarzają się też momenty, w których tracimy punkty, często po wyrównanych spotkaniach. To sygnał, że drużyna jest konkurencyjna, ale jeszcze nie na tyle dojrzała, by regularnie przechylać takie mecze na swoją korzyść. Wniosek jest prosty: idziemy w dobrym kierunku, ale przed nami dużo pracy, żeby bilans zwycięstw zaczął wyraźnie przeważać.

